Skrzyżowanie Zgoda i Szpitalnej [dawniej kamienica z neonem Chevroleta]

Skrzyżowanie Zgoda i Szpitalnej [dawniej kamienica z neonem Chevroleta]

Miejsce, w którym zbiegają się ulice Zgoda, Szpitalna, Chmielna i Bracka, tworzy bezimienny placyk. Pod adresem Zgoda 2 mieści się blok mieszkalny, w którego przyziemiu działa restauracja Sphinx.
Przed wojną w miejscu tego budynku oraz letniego ogródka restauracji stała kamienica, która, tak jak placyk, również nie miała wyróżniającej ją nazwy.

Jednak wyróżniało ją samo jej położenie – na zbiegu 5 jezdni przecinających się pod różnym kątem. Ponadto była to kamienica o trzech elewacjach, czym mogły poszczycić się tylko nieliczne budynki – właśnie te, które charakteryzowała wyjątkowa lokalizacja przy placu lub u zbiegu więcej niż dwóch ulic.

 

 

 

 

Budynek powstał w 1880 roku. Pierwotnie posiadał tylko 3 piętra. Na początku XX wieku dobudowano dwa kolejne. W latach 30. na dachu budynku pojawił się wielki neon Chevrolet. Były to ostatnie dni tej kamienicy, gdyż została zburzona już we wrześniu 1939 i nie dotrwała nawet do Powstania.

warszawa 1939

fotopolska.eu

starawarszawa.pl – na samym dole

lipiec 1944 – ruiny po wrześniowych bombardowaniach

 

Nie udało mi się dotrzeć do informacji kiedy wybudowano obecny budynek Zgoda 2, ale poniższe zdjęcie dowodzi, że nie było później niż w 1975 roku.

warszawa, zgoda 2

 

 

 

Interesujący może wydawać się fakt zmiany układu komunikacyjnego nieopodal tego miejsca. Zburzone podczas wojny budynki pozwoliły na dużą swobodę w kształtowaniu nowych ulic, które wytyczano w miejscu, gdzie wcześniej stały kamienice. Tak też stało się z przedłużeniem ulicy Kruczej na drugą stronę Alej Jerozolimskich. Przed wojną Krucza kończyła się na skrzyżowaniu z Alejami. Dzisiaj Kruczą można pojechać dalej na północ i znaleźć się na opisywanym placyku u zbiegu Zgoda i Szpitalnej. W orientacji pomoże poniższa mapka.

Jak widać, połączenie tej części miasta z Alejami Jerozolimskimi i dalej na południe biegło ulicą Bracką, która dzisiaj na tym odcinku jest ślepa i służy głównie jako parking. A tak to wyglądało na zdjęciach:

warszawa 1939 – na samym dole

starawarszawa.pl – przedostatnie na samym dole

 

Ostatnio pojawiły się pomysły, żeby inaczej zagospodarować ten placyk.

gazeta.pl

Poniżej prezentuję ciekawe zdjęcie z książki Jerzego S. Majewskiego „Warszawa nieodbudowana. Lata Dwudzieste.” Jest to ogródek kawiarniany na dachu Domu Jabłkowskich. Po prawej stronie widać kamienicę przy Zgoda 2. Na jej dachu pracują ludzie przy neonie – kto wie, może za chwilę zamontują neon Chevroleta?

  1. Krzysiek pisze:

    Mam nadzieję że kiedyś ktoś pomyśli o tym, żeby to wszystko uporządkować.Nie wiem jaką kierowano się zasadą wciskając te wszystkie bloki między przedwojenne kamienice.Niektóre budowle socrealistyczne na Marszałkowskiej jeszcze można zrozumieć, ale nie blokowiska przy tej przecież głównej ulicy.Zostało jeszcze trochę ciekawych miejsc w centrum z przedwojenną zabudową, ale żal patrzeć kiedy się widzi pięknie ozdobioną kamienicę a obok blok.

  2. admin pisze:

    Kierowano się taką zasadą, że wszystko co było przedwojenne (kapitalistyczne, burżuazyjne, pańskie), było złe. Piękne zdobione kamienice należały niegdyś do bogatych właścicieli, więc symbolizowały wyzysk. Budynki powstające po wojnie musiały być zgodne z ideą partii… M.in. dlatego w wielu zachowanych kamienicach celowo niszczono dekoracje i upodobniano je do zwykłych kanciastych bloków. Poza tym przez wiele lat po wojnie władza nie mogła sobie poradzić z problemem niedostatecznej ilości „izb mieszkalnych”, więc budowano nowe ciasne i kanciaste tam, gdzie się nadarzyła okazja.

  3. Kamil pisze:

    Przede wszystkim, władza która zaistniała po wojnie, przez prawie 50 lat nie mogła sobie poradzić choćby z brakiem podstawowych produktów, a co dopiero z mieszkaniami. Kolejni „władcy” od Bieruta począwszy, mieli co raz to inne, szalone wizje, jak nie bezwzględne wyburzenie „post-imperialistycznych budynków” to socrealizm, a później wielka płyta. Generalnie bez żadnego wieloletniego planu rozwoju miasta, bez planu rozwoju komunikacji i raczej nie tam gdzie się nadarzała okazja, tylko byle jak, byle gdzie, często kosztem tego co jakimś cudem przetrwało wojnę, bez żadnej logiki.

line
footer